BLW, porody, wychowanie – moje książkowe must have!

Nie raz już pisałam na fb, że książki wprost uwielbiam.

Przed urodzeniem Niko pochłaniałam je, kiedy tylko mogłam. Ostatnio mam znacznie gorsze wyniki, ale chyba rozwiążę to słuchaniem audiobooków 🙂

Nieraz prosicie, abym poradziła, jakie książki wybierać na temat BLW, czy podzieliła się, jakimi zasadami kieruję się w wychowaniu naszego wymagającego dziecka. Stąd ten post.

Jeśli szukacie źródła wiedzy na temat BLW, czyli baby led-weaning, to pierwszą pozycją powinna być “Bobas Lubi Wybór”  Gill Rapley i Tracey Murkett. Są tam opisane wszystkie zasady, wprowadzanie żywienia krok po kroku i przydatne porady, dotyczące chociażby sprzętu, czy zachowania czystości (przynajmniej względnej ;)). Gill jest autorką tej metody (choć wiadomo, że BLW istnieje od dawien dawna) i niezwykle inspirującą osobą. Dzięki temu, że spotkałam ją na wykładzie podczas Prolaktyny 2016, ani przez moment nie wątpiłam w możliwości mojego dziecka, nie bałam się zadławienia i nie brałam pod uwagę karmienia łyżeczką. Myślę, że to idealna pozycja i dla specjalistów i dla zupełnych “świeżaków” w tym temacie. Nawet jeśli karmicie dzieci, to na pewno wiele się dzięki niej dowiecie.

image1

Kolejna obowiązkowa pozycja w tym temacie to “Moje dziecko nie chce jeść”  Gonzaleza. Wbrew pozorom, to książka nie tylko dla rodziców niejadków. Pozwala uniknąć strachu związanego z różnymi “fazami” dziecka dotyczącymi jedzenia, wpadania w panikę związaną z siatkami centylowymi (dzięki pediatrom, w Polsce rzadko się w nią nie wpada, kiedy dziecko jest na piersi) i zniechęca do wmuszania jedzenia dziecku. I dobrze, bo takie zachowania mają w sobie sporo z przemocy. A jedzenie nie powinno kojarzyć się z przemocą.

Dodatkową pomocą do zastosowania BLW jest książka “alaantkowe BLW”. Jeśli szukacie inspiracji, to napewno znajdziecie jej tam sporo. Możecie też skorzystać z bloga o tym samym tytule. Jedna tylko rada: przesiewajcie te przepisy przez sito swojej wiedzy, bo np. nie brak tam potraw smażonych na oleju rzepakowym, a do smażenia nadaje się tylko olej kokosowy, masło klarowane, ewentualnie oliwa. Małe błędy, ale Wy, moi czytelnicy, już wiecie, że powinno być inaczej 🙂 Na rynku jest też książka kucharska do “Bobas Lubi Wybór”, ale nie jestem fanką korzystania z przepisów tworzonych na rynek zagraniczny (w tym wypadku angielski), ze względu na różnice w produktach i stylu żywienia.

image3

Jeśli tak jak my, macie tzw. high need baby to obowiązkową pozycją jest dla Was “Księga Wymagającego Dziecka”  Searsów. Dzięki niemu upewnicie się, że Wasze dziecko, mimo, że zupełnie inne niż te wokół, jest całkiem normalne. I że nie jesteście jedyni na tym świecie. Książkę przeczytałam, kiedy byliśmy już po najgorszym okresie w życiu Nikodema (choć nadal nas nie rozpieszcza 🙂 ) – okazało się, że większość zasad stosowałam instynktownie. Pomogła mi jednak zrozumieć bardziej moje dziecko i trochę pocieszyła, że od tego wysiłku będę kiedyś odcinać kupony. Dla wszystkich pozostałych, chcących dać swojemu dziecku miłość, bliskość, zrozumienie jest “Księga Rodzicielstwa Bliskości”. Przekonywać do takiego wychowania nie będę, każdy musi sam zdecydować, jak chce postępować ze swoim dzieckiem, jednak nie wyobrażam sobie odkładania dziecka do “wypłakania”, zostawiania samego, nie pocieszania i nie noszenia. Ja nie jestem do tego stworzona.

Obie te pozycje i “Najszczęśliwsze niemowlę w okolicy”  Harveya Karpa polecam przeczytać przed porodem. Metoda “5S” Karpa pomogła mi bardzo! Dzięki niej, (czując podskórnie, że z moim maluchem łatwo nie będzie) sporo czasu przed porodem, zaopatrzyłam się w otulacze (używaliśmy oryginalnego Woombie) i Szumiącego Misia. Zaczęłam używać ich w drugiej dobie życia Nikodema. W pierwszej nie przespałam ani minuty. Dzięki nim żyję, mam się nieźle i nie straciłam zmysłów. Tak więc Karp uratował mi życie, a ja podarowałam mojemu dziecku czwarty trymestr.

image2

Ostatnie pozycje są dla prawdziwych pasjonatów porodów, ale też medycyny. Dla osób, których nie przeraża to, że ciąża może być powikłana i że w trakcie porodów zdarzają się różne dziwne i trudne momenty. Jeśli namiętnie oglądasz porodówkę na TLC to coś dla Ciebie. Ja porody kocham, zwłaszcza te naturalne, pełne bliskości, rodzinne i domowe. Choć mój własny tak właśnie wyglądał, to zaskoczył mnie swoją intensywnością. Jak widać, mimo świetnego nastawienia, różnie to może wyglądać. To temat na trochę inny post. Trochę mi się marzyło, żeby zostać położną, więc to moja ulubiona kategoria w tym wpisie.

Na początek “Narodziny bez przemocy”. Książka bardzo dziwna, napisana jakby wierszem, ale uświadamiająca, że poród zmedykalizowany nie jest tak zupełnie korzystny dla dziecka. Może nie jest moją ulubioną, ale warto przeczytać, żeby wiedzieć, jak kiedyś było i ile już (na całe szczęście) się zmieniło. “Bez znieczulenia. Jak powstaje człowiek”  to pozycja na czasie. Wywiad z dr Romualdem Dębskim i jego żoną, którzy aktualnie są bardzo na topie, ze względu na uczestniczenie w dyskusjach na temat nowej ustawy antyaborcyjnej. Książka odrobinę brutalna, bo nie szczędzi historii o trudnych ciążach, wadach genetycznych, czy operacjach na płodach. Jeśli to Was nie odstrasza, to sięgnijcie po nią, warto! Wciąga na maksa. No i ciekawostka – dr Romuald prowadził ciążę mojej mamy, kiedy był jeszcze młodym lekarzem na Starynkiewicza. Czyli prawie sprowadził mnie na świat (prawie, bo przy samym porodzie go nie było). Natomiast członek jego zespołu ze szpitala Bielańskiego prowadził moją ciążę. Wychodzi na to, że świat jest mały 🙂

polozna_empikowe_500pxOstatnią i według mnie najpiękniejszą i najbardziej poruszającą pozycją jest “Położna. 3550 cudów narodzin”, czyli historia życia i pracy najbardziej znanej Polskiej położnej Jeanette Kalyty. To guru mojej mamy. Ona też, swoją drogą, marzyła o położnictwie. Jeanette uczestniczyła w ogromnej ilości porodów domowych, które wybitnie mnie fascynują, ale ma za sobą też doświadczenia mrożące krew w żyłach i totalnie zabawne. Książka napisana tak, że można ją “połknąć” w jeden dzień. Jeśli oczywiście nie ma się małego dziecka 😉

Mam nadzieję że skorzystacie, a książki będą Wam się podobać 🙂

 

1 komentarz

  • Aleksandra 7 października 2016 o 13:26

    Super. Jestem studentką położnictwa i bardzo się cieszę, ze istnieją takie osoby jak Ty, które zachęcają mlode mamy do karmienia piersią, stosowania metody BLW oraz nie poddawana się. Pozdrawiam serdecznie i czekam na więcej takich wpisów 😉

    Odpowiedz

Skomentuj