Czy zdążę do szpitala? Czyli poród po raz drugi

Pamiętacie czego bałam się najbardziej przed pierwszym porodem?

Że nie zorientuje się że to już. I co się stało tym razem?

Nie, nie “zaspałam” do szpitala 🙂 znów robiłam fałszywe alarmy i właściwie do samego końca nie byłam pewna czy mam rację, że rodzę, czy może nie 🙂

Jak wiecie ponownie zdecydowaliśmy się na poród rodzinny w Domu Narodzin w Szpitalu św. Zofii. Nie korzystaliśmy z usług prywatnej położnej, a na poród po kwalifikacji w 38 tc udaliśmy się z Izby Przyjęć. Standardowo.

Mój faktyczny “dzień porodowy” rozpoczął się w Nowy Rok. Byliśmy na obiedzie u rodziców i czułam się dziwnie. Zimne poty, jakaś niewyjaśniona słabość,więc myślałam że może coś się wydarzy. Powtórzyliśmy sobie jeszcze schemat działania gdyby się zaczęło (w końcu ktoś musiał przejąć Nikosia) i wróciliśmy do domu. Największy stres powodowała właśnie ta Nikosiowa sytuacja. Jeszcze nigdy nie zostawiliśmy go na noc, a dopiero niedawno w ogóle zaczęliśmy wychodzić w porze snu nocnego, wcześniej zawsze o godz. 19 byłam w domu, żeby mógł standardowo zasnąć przy karmieniu. Rodzice wymagających dzieci pewnie dobrze mnie zrozumieją. Wiedziałam że mój pobyt w szpitalu to może być ciężka sprawa (choć przewidywałam że moje nie śpiące dziecko z babcią pewnie poradzi sobie lepiej niż z nami)…

O 20 zaczęły się regularne skurcze co ok 15 min, ale na tyle delikatne, że wiedziałam że  mamy jeszcze czas. Później liczenie, zwlekanie, ciągłe pytania czy rodzę czy może nie… a ja sama nie byłam pewna! To znaczy wiedziałam że to będzie bardzo niedługo, ale czy na pewno już? dziś? jechać czy nie jechać?  W trakcie tej pierwszej fazy intensywnie karmiłam Nikosia (jakoś ze 3 razy), co oczywiście skurcze wzmacniało, więc wcale nie było łatwiej zdecydować kiedy jechać. W końcu decyzja zapadła, babcia przyszła, a my wybraliśmy się do szpitala. I wiecie co? Skurcze mi przeszły  🙂  Dlatego od razu opieprzyłam Dawida, ze wrzucił na instagram fotkę z Izby i musiał ją skasować – przyznać się kto widział i wiedział że to już?

Na Izbie sprawdzenie badań i ktg, skurczów brak. A ja już bardzo nie chciałam wracać do domu… Lekarz pyta czy chcę rodzić, no jasne że chcę, skoro jestem już tutaj o 1 w nocy to dobrze byłoby mieć to za sobą  😛 W związku z moją stanowczą odpowiedzią trochę ściemnił rozwarcie położnej i zabrali mnie na górę. Tym razem wreszcie mój wymarzony Londyn (sale w domu narodzin są tematyczne – Paryż, Rzym i Londyn). Umówiliśmy się z położną że będzie wpadać co 2h, a ja w tym czasie popracuję na piłce. I tak mijał nam ten czas, a ona przychodziła kolejne razy… i nic! brak postępu porodu, nieefektywne skurcze (choć regularne)… Dawid spał, nawet ja trochę pospałam (a w porodzie bez znieczulenia to zdecydowanie oznacza że jeszcze daleka droga :)), chodziłam, skakałam, robiłam uśmiechnięte fotki na instagrama, w sumie odpoczęłam. Po 8h zaczęło robić się gorąco, no bo zasady szpitalne to jednak zasady, bez postępu porodu można sobie “być” chyba z 12h, potem zaczynają się kombinacje. A ja wiedziałam że potrzebuję jedynie czasu a nie przeniesienia na oddział i oksytocyny 😀 Zapadła więc decyzja, żeby odrobinę mi pomóc jak poprzednio, poprzez niewielkie naruszenie pęcherza płodowego. Zadziałało! Godzina hardcorowego wrzasku i skurczy jak za poprzednim razem i możemy rodzić. Tym razem miałam 100% pewności że ma być nie na leżąco i najlepiej w wodzie. Tyle że… no coż, wody do wanny by nawet nie zdążyli nalać, a pozycję nie bardzo mogłam zmienić z głową Julka na wierzchu 😛 Bo ostatnia faza porodu trwała tym razem 15 min 😛  Urodziłam więc ponownie na leżąco (tym razem na podłodze) i ponownie bez uszczerbku na zdrowiu (if you know what I mean :D).

Było zdecydowanie mniej traumatycznie niż poprzednio, ale tylko ze względu na skrócony czas porodu, bo skurcze były bardzo podobne (5h 40 min kontra 1h 15 min). Później 2h kontaktu skóra do skóry, gdzie Julo od razu konkretnie załapał ssanie, a ja nie narzekałam na brak siary. To była dla mnie nowość, bo przy Nikosiu pokarm pojawił się dopiero w 3 dobie, a ja mocno musiałam w siebie wierzyć, żeby nie dokarmić mm 🙂 12h wcześniej karmiłam Nikosia pełnym mlekiem, a teraz miałam mnóstwo siary dla noworodka – czego to ciało ludzkie nie stworzy… Swoją drogą na tej siarze Nikoś przybrał ponad 2 kg w kilka tygodni 😛

Julek był cudownym i spokojnym noworodkiem, pozwolił mi przespać praktycznie całą noc (co zdarzyło mi się po raz pierwszy od 2 lat), ładnie jadł i niewiele płakał. Wypisaliśmy się na żądanie zgodnie z naszą wcześniejszą decyzją dokładnie po dobie od porodu. Nie chciałam na dłużej zostawiać Nikosia, ktry przecież potrzebował karmienia, nie widziałam też sensu w dłuższym pobycie w szpitalu, który zawsze był dla mnie stresujący. Dostaliśmy tylko zalecenie kontrolnej wizyty po 2 dniach, żeby sprawdzić jak z żółtaczką i pobrać krew na badania przesiewowe.

Powrót do domu mieliśmy konkretnie zaplanowany. W domu czekało wielkie pudło Duplo od brata dla Nikosia. Dawid został z małym na zewnątrz, ja weszłam sama, przywitałam się, pokazałam brzuch (a raczej jego brak) i wytłumaczyłam że Julek się urodził. Zaraz potem wszedł Dawid z małym i Lego. Nikoś obejrzał dokładnie małego, podotykał i usiadł z tatą przy klockach. Zero traumy 😀 Bardzo byłam zadowolona że to wszystko tak przygotowałam, bo rozładowało to ciężką sytuację z dwójką w domu. Polecam Wam bardzo metodę prezentową, gdyby Niko był starszy to zaangażowałabym go też w kupienie prezentu dla małego braciszka, ale na tym etapie on jeszcze zupełnie nie rozumiał idei zakupów i wręczania prezentów 🙂 I tak rozpoczęła się nasza historia we 4, którą regularnie mogliście oglądać na intagramie…

Tym wpisem chciałam zachęcić Was do wybrania swojej własnej drogi porodowej i zaznajomienia się z opcjami, bo jest ich wiele. Być może odnajdziecie w sobie siłę do porodu całkowicie naturalnego i bez ingerencji medycznych jak ja – czy to w domu czy w Domu Narodzin w szpitalu. Pamiętajcie, że najważniejsze żeby to matka w porodzie czuła się bezpieczna i to ona musi wybrać jak to zrobi 🙂 ale z własnego przykładu Wam powiem, że warto iść swoją drogą, nawet jeśli jest trochę kontrowersyjna (czy jeśli chodzi o poród czy karmienie). To w końcu Wasze życie, Wasze dzieci i nikomu nic do tego 😉

 

Bez komentarzy

Skomentuj