Eksperyment z postem, czyli jak wróciłam do formy w 6 tygodni

Chyba jeszcze nigdy nie miałam na mojej instagramowej skrzynce tylu pytań, gratulacji, Waszych historii jak od czasu, kiedy ujawniłam się z moim 6 tygodniowym postem. Dlatego postanowiłam podzielić się z Wami moim eksperymentem, żebyście w każdej chwili mogli wrócić do tego tematu, zastanowić się nad nim czy zrozumieć moje postępowanie. 

Zacznę od tego co mną kierowało:

Jak wiecie już od wielu lat (myślę, że od początku studiów) trenowałam, zdrowo się ożywiałam, a moja sylwetka z roku na rok zmieniała się na lepsze. Wcześniej miałam wiele na sumieniu – nieregularne żywienie, brak umiejętności kulinarnych, odgrzewane zapiekanki itp. Byłam typowym „Kowalskim” więc wiem, jak czuje się wiele z Was. To zmieniło się po mojej operacji kolana, kiedy mocno przytyłam. Postanowiłam zmienić swoje nawyki, nauczyłam się gotować, schudłam (wtedy 16 kg w rok) i dzięki nabywanej w międzyczasie wiedzy nie wróciłam nigdy do tej wyższej wagi. W pierwszą ciążę zaszłam trenując 2 razy dziennie 5-6 razy w tygodniu. Byłam w formie życia. Przytyłam jedyne 12 kg. Z porodówki wyszłam mając już +16 kg. Trenować zaczęłam 5 tygodni po porodzie. Robiłam wszystko, waga ani drgnęła… Lekarze zwalali to na karmienie piersią, byłam całkowicie zdrowa. Zaszłam w drugą ciążę, przytyłam kolejne 12 kg, które schudłam w 2 miesiące po porodzie, nie trenując i nie mając za wiele czasu na myślenie o jedzeniu. Ale nadal wisiało mi 12 kg z pierwszej ciąży. Przez rok aktywnego macierzyńskiego i ścisłej diety waga nie drgnęła ani o 100g.

Możliwe, że wiele z Was uzna, że to przecież tylko defekt kosmetyczny, że to tylko waga, że trzeba się akceptować. Oczywiście, zgadzam się. Oswoiłam sytuację, wiedziałam, że w tym momencie niewiele więcej mogę zrobić. Ale nie czułam się najlepiej, mimo świetnych badań zaczęły się znów migreny, bóle stawów, stany przewlekłego zmęczenia. Poza tym wróciłam do pracy i zaczęłam czuć, że to jest właśnie ten czas na zmiany i że spróbuję radykalnych środków. 

Pracuję w Poradni Dietetycznej, która współpracuje z ośrodkami dr Dąbrowskiej, więc osób po poście spotykam dużo. Jeżdżę też do Ośrodka w Konstancinie na wykłady. Słucham ludzi i ich doświadczeń. Wcześniej nie byłam fanką poszczenia, bo wiecie ,że mam raczej zdroworozsądkowe podejście do diety, ale tylko krowa nie zmienia zdania. Zaczęłam zauważać pozytywne aspekty, możliwość leczenia, to, że kulturowo pościliśmy od zawsze, a obecnie to raczej nadmiar a nie niedobór jest naszym problemem. Myślałam, rozglądałam się, planowałam i w końcu podjęłam decyzję, że spróbuję.

Wstęp był długi, więc przechodzę do meritum – czym jest ta „magiczna dieta cud”?

Jest to dieta wg zasad dr Dąbrowskiej, nazywana też postem leczniczym lub dietą owocowo-warzywną. Ta ostatnia nazwa jest trochę myląca, bo owoców to w tej diecie jest niewiele 😉. Polega głównie na dużej restrykcji kalorii, do poziomu 600-800 kcal. Kalorie te pochodzą z niskowęglowodanowych warzyw i owoców. Nie spożywa się żadnych źródeł białka ani tłuszczu, co odróżnia tą dietę od zwyczajnych diet niskoenergetycznych, gdzie dostarcza się po trochu wszystkiego, ale w bardzo małych ilościach. Uruchamia się w ten sposób 2 bardzo ważne dla podtrzymania tempa metabolizmu i uruchomienia procesów leczniczych procesy: ketozę (pozyskiwanie energii ze zmagazynowanego tłuszczu) i autofagię, czyli niszczenie starych, uszkodzonych lub obumarłych organelli komórkowych, z których odbudowywane są nowe, pełnosprawne struktury w komórce. Autofagia sprzyja procesom samoleczenia organizmu i stąd właśnie ta „leczniczość” postu.  Według autorki post jest polecany właściwie zawsze, kiedy nie występują przeciwwskazania związane z wyniszczeniem czy zwiększeniem tempa metabolizmu (np. choroby onkologiczne, nadczynność tarczycy, niewydolność narządów, okres ciąży i początkowy okres karmienia piersią). Post jest również niewskazany u dzieci i dziewcząt w okresie dojrzewania. Nie powinny stosować go także osoby czujące lęk przed zastosowaniem diety, organizm zestresowany nie będzie mógł włączyć procesów samonaprawy.

No właśnie, tutaj też zahaczamy o temat głowy w poście. Głowa jest kluczem do sukcesu, ale może nas także pogrążyć. Ze swojego (niewielkiego) doświadczenia wiem już, że podejście do sprawy bez strachu, z pewnością osiągnięcia sukcesu gwarantuje, że w miarę bezboleśnie przejdziemy przez ten proces. W moim przypadku dni, w których miałam dość i chciałam sięgnąć po inne produkty mogę policzyć na jednej ręce. Podobnie z negatywnymi objawami, w moim przypadku był to tylko pojedynczy ból głowy, wprawdzie trwał 3 dni, ale później nigdy się już nie powtórzył.

Co jeszcze wydarzyło się przez te 6 tygodni? Mikro kryzysy dopadały mnie w weekendy, czasem z głodu i braku przygotowania posiłków, czasem z powodów społecznych – restauracja, znajomi i ja sama z tym pustym talerzem 😉ale w skali wszystkich spotkań towarzyskich to te 6 weekendów jest do przeżycia. 

Co do braków energii i głodu to na prawidłowo przeprowadzonym poście nie powinniśmy ich odczuwać. Mi zdarzało się odczuć, że dawno nie jadłam (ale to przy przerwie ponad 5 godzin), spadków energii nie miałam za to żadnych. Cały dzień funkcjonowałam bez drzemki, w pracy na wysokich obrotach, po pracy również, a jak już dobiłam do łóżka (zazwyczaj później niż przy normalnym żywieniu) to zasypiałam jak dziecko bez najmniejszych problemów i wysypiałam się lepiej niż zwykle.

Z pozytywnych zmian: ustąpiły migrenowe bóle głowy, ponad 5 tygodni przerwy bardzo dawno mi się nie zdarzyło więc wiem, że jest to powiązane z postem; zmniejszyły się problemy z oczami (stany zapalne spojówek, bóle, zaburzenia ostrości widzenia), praktycznie zniknęły po ciążowe rozstępy na brzuchu, a te starsze, na biodrach, zupełnie się wygładziły i zostały po nich tylko cienkie białe kreseczki. Zmiany w ciele obserwowaliście na Instagramie, ale pewnie tutaj jest miejsce na większe podsumowanie, wiem, że na to czekacie 😊

A więc: schudłam równo 10,5 kg

Z czego: 8,5 kg czystej tkanki tłuszczowej, 1 kg tkanki mięśniowej (szokująco mało jak na brak ćwiczeń i dietę praktycznie bezbiałkową) i 1 kg wody 

Moje wymiary zmniejszyły się o:

Ramię: -2 cm

Biust: -6 cm

Talia: -6 cm

Brzuch (na wysokości pępka): -12 cm

Biodra: -8 cm

Udo: -7 cm

Wiek metaboliczny spadł o 17 lat

Typ sylwetki zmienił się z masywnej na standardową muskularną

Szaleństwo, prawda?

Jako ciekawska istota postanowiłam wykonać także badania laboratoryjne przed samym postem i od razu po skończeniu. Morfologia po poście wyszła wzorowo, podobnie jak wyniki żelaza, glukozy, insuliny czy próby wątrobowe. TSH spadło o 0,4 uIU, a cholesterol o 60 mg. Wygląda na to, że mój organizm po tych 42 dniach jest w świetnej formie, nie widać nawet najmniejszych niedoborów. Zapewne spadł mi trochę poziom witaminy D3, bo wcześniej intensywnie ją suplementowałam ze względu na duży niedobór. W trakcie diety musiałam ją odstawić bo mój preparat jest zawieszony w tłuszczu (biorę devikap).

Czy jestem zadowolona? Oczywiście! Uważam, że osiągnęłam więcej, niż planowałam. Wytrwałam całe 6 tygodni, choć zakładałam, że po 2 mogę się poddać. Moje ciało wygląda jak kilka lat temu, czuję się świetnie, a w dodatku otworzyłam się na trochę przemyśleń i zmian w swojej sferze psychicznej, dzięki czemu obecnie jestem zdecydowanie bardziej świadoma, pewna siebie i szczęśliwa. Post niesamowicie otwiera duszę, pojawiają się pytania egzystencjalne, potrzeba duchowości czy zmian na lepsze w swoim życiu. W dodatku zyskujemy ogromny szacunek do jedzenia, głodu, swojego organizmu. Uświadamiamy sobie jak niewiele potrzeba nam do życia i jak wiele naszych potrzeb jest tak naprawdę jedynie zachciankami. 

Post nie jest dla każdego, ale na pewno warto mu się przyjrzeć i zastosować, jeśli potrzebujemy ostatniej deski ratunku. 

Moje ulubione postne dania to:

zupy wszelakie (głównie na śniadanie – dla mnie totalna nowość)

surówka marchew z jabłkiem i sokiem z cytryny

młoda kapusta duszona z cebulą i przecierem, doprawiona wędzoną papryką 

spaghetti z cukinii z sosem na bazie passaty i duszonych warzyw

pomidory smażone (na wodzie) z cebulką i szpinakiem, prawie jak szakszuka 😉

pizza z kalafiora (hit!)

Poniżej dodaję także linki do blogów, z których czerpałam inspiracje na dania:

http://wincentyna.pl/category/dieta-dr-dabrowskiej/

https://www.kulinarneprzygodygatity.pl/search/label/przepisy%20D%C4%85browska

http://kotlet.tv/jadlospis-diety/dieta-warzywno-owocowa/

Więcej o poście możecie dowiedzieć się na stronie
dr Dąbrowskiej: https://ewadabrowska.pl/

7 komentarzy

  • KasiaP 10 czerwca 2019 o 12:58

    Bardzo Ci dziękuję za ten post. Ja przygotowuję się psychicznie, bo tak jak mówiłaś głowa jest bardzo ważna. Gratulacje dla ciebie 🙂

    Odpowiedz
  • Patrycja 10 czerwca 2019 o 13:27

    Brawo Zuza. Świetna robota i piękne efekty. Uwielbiam Cię czytać i oglądać, bo jesteś bardzo szczera ,naturalna i życiowa. Pozdrawiam serdecznie.

    Odpowiedz
  • Marta 10 czerwca 2019 o 13:54

    Czekam na relację z wychodzenia. Dla mnie sam post to pikuś, wychodzenie jest znacznie gorsze. Wg mojej opinii najwięcej błędów można popełnić właśnie przy wychodzeniu. Niby postu jest tylko 6 tygodni, ale kolejne 6 to włączanie poszczególnych grup pokarmowych. I ograniczenia nadal są bardzo duże.
    Zuza, a planujesz przypominajki? Jeśli tak, to w jakiej sekwencji? Tydzień w miesiącu? Dwa dni w tygodniu?
    Życzę wytrwałości i powodzenia. Kawał dobrej roboty! Pozdrawiam:)

    Odpowiedz
    • PowerCouple 10 czerwca 2019 o 14:40

      Też uważam że wychodzenie jest kluczowe. Póki co planuję przypominajkę co tydzień, ale zobaczę jak to się będzie sprawdzać 🙂

      Odpowiedz
  • Klaudia 10 czerwca 2019 o 18:52

    Zuza. Słyszałam wiele złego o tym poście. A co jeśli chodzi i przeciwwskazania przy hiperglikemii reaktywnej? Moja glukoza to istne szaleństwo. Obecnie na metformax 500 z rana, ale glukoza chwilami spada tak, że jestem splątana, dostaje drgawek. Pod opieką diabetologa oczywiście, ale moja przypadłość okiem dietetyka jest przeciwwskazaniem do postu?

    Odpowiedz
    • Klaudia 10 czerwca 2019 o 18:53

      Miało być hipoglikemii. Autokorekta 😀

      Odpowiedz
  • Patrycja 13 czerwca 2019 o 15:48

    Miło czyta się pozytywne opinie o poście od dietetyka. Gratulacje! Mój pierwszy post trwał 24 dni i od niego czyli od 10 miesięcy nie byłam ani razu chora gdzie wcześniej miesiąc w miesiąc zapalenie górnych dróg oddechowych i antybiotyk serwowany przez lekarza jeden za drugim. Wiele osób nie wierzy w leczenie dieta i mylą glodowke z glodzeniem się. Brak wiedzy. Popieram zdanie E wychodzenie to najtrudniejsza część szczególnie dla osoby niedoswiadczonej.

    Odpowiedz

Skomentuj