Jak to robi Matka Polka trenująca

Dostałam prośbę, żeby napisać jak sobie radzę z wychowywaniem, ogarnianiem domu, trenowaniem i przygotowywaniem jedzenia. Podobne pojawiały się już kiedyś, więc uznałam, że wreszcie się za to zabiorę. Nie czuję się autorytetem i wiele razy wydawało mi się, że totalnie nie ogarniam. Nie jestem też fanatykiem i nigdy nie ukrywałam, że po porodzie zajęłam się ważniejszymi dla mnie rzeczami i odrobinę odpuściłam rygor dietetyczno-treningowy (możecie o tym przeczytać w podsumowaniu zeszłego roku). Jeśli natomiast mój przykład miałby komukolwiek pomóc ogarnąć się z dzieckiem w domu, to warto naskrobać te parę zdań.

Poniżej pokażę Wam, jak wygląda każdy mój dzień i jakie mam patenty na braki w czasie czy motywacji do wyjścia.

7-8:00 zależnie od nastroju Pana mego wstajemy z łóżek. Ostatnio jest to bardziej 7-7:30, ale o ile nie ma płaczu, to ignoruję go i pozwalam na pół godzinki samodzielnej zabawy w łóżeczku, kiedy ja dosypiam 🙂 każda minuta snu matki karmiącej jest na wagę złota 🙂

8-9:00 jemy śniadanie, a właściwie Niko je, ja zaczynam i zaraz muszę go wyjmować z fotelika i dzielić się własnym. Dzieci powinny chłonąć energię słoneczną, w tym momencie już wyjada mi wszystkie maliny z owsianki, za 10 lat chyba będę miała problem z wyżywieniem tego chłopa bez bankructwa 😉 Co jemy (bo to Was zawsze bardzo interesuje)?

Ja: owsianki z orzechami i malinami na jogurcie greckim/omlet białkowy z owocami i masłem orzechowym

Niko: owsianka na wodzie z syropem daktylowym i owocami/omlet puszysty z dżemem 100% bez cukru/pancakes jak ojciec zrobi/chleb z warzywami i szynką lub parówką, ewentualnie jajkiem (ale nie przepada)

9-10:00 po ogarnięciu przestrzeni po jedzeniu (fotelik, podłoga, dziecko, ubrania :P) pozostaje trochę czasu na zmycie naczyń, wstawienie prania (codziennie :(), przy dobrych lotach przygotowanie obiadu. Jeśli młody zaczyna wykazywać oznaki znudzenia samodzielną zabawą, nosimy się w chuście na plecach i wszystkie te czynności wykonujemy razem. Nienawidzę bałaganu, góry prania i tym podobnych, więc nawet w przypadku pierwszych, bardzo trudnych miesięcy, nie dopuszczałam do siebie tego, że miałabym tych rzeczy nie robić, robiliśmy je razem. Młody był albo w chuście, albo w leżaczku. Ogólnie towarzyszy mi we wszystkim, bardzo pomaga nasza otwarta kuchnia – możemy się widzieć, a każde zajmuje się swoimi czynnościami.

ok 10:30 wychodzimy na spacer. Zawsze mam gotowy plan działania. Zimą nie czerpię radości z przechadzania się po parku, więc zwykle mam zaplanowane jakieś zadania do wykonania. To mój czas na zrobienie brakujących zakupów (wiem, że niektórzy są przeciwni wchodzeniu z dziećmi do marketu, świetnie rozwiązuje ten problem bazarek – ja mam w okolicy dwa), spotkania towarzyskie, wypicie kawy z kawiarni, odebranie książek z paczkomatu, czy spotkanie z moją mamą i bratankiem. Zwykle jemy jakąś przekąskę w międzyczasie.

12:00 młody idzie spać. Odchylenie czasowe +- 30 min. Mam dla siebie ok 2h. Jeśli nie zdążyłam zrobić wcześniej obiadu to go kończę, w innym wypadku czytam/uczę się/oglądam seriale/śpię, jeśli noc była fatalna. Dzięki temu ciągnę do wieczora.

13:30 przychodzi ojciec. Idzie spać.

14-14:30 młody wstaje. Siadamy do obiadu. Co jemy? Zawsze to samo. Przystosowuję swoje potrawy do potrzeb dziecka, czyli nie solę (i w sumie tyle :)). Ja jem mięso/rybę/strączki z warzywami, Niko ma do tego zawsze jakiś dodatek zbożowy.  Często jemy leczo ze stączkami, pieczonego łososia, kurczaka, makaron z sosem pomidorowym czy pesto, warzywa na parze. Staram się urozmaicać nasze menu, ale raczej po najmniejszej linii oporu. Nigdy nie robię placuszków, pierdółek – po ludzku nie mam na to czasu. Obiady robię też zwykle na 2 dni. Po tym jak wyląduje już w wannie, a ślady jedzenia zostaną usunięte, ojciec przejdzie z trybu zombie do stanu normalnego, wychodzę na trening. Torbę mam zawsze gotową wcześniej, a samo wyjście konkretnie zaplanowane. Gdybym zostawiła sobie jakiekolwiek okno na zmianę decyzji, pewnie znalazłabym mnóstwo argumentów, żeby nie iść. Zostaję w domu tylko w przypadku: choroby, złego samopoczucia, okresu, bardzo złego nastroju małego, braku czasu (bo ojciec musi czasem wyjść wcześniej), średnio mam 2-3 dni takiego przymusowego odpoczynku w domu.

15-17:00 trening i rzeczy wokół. Przeniosłam się na siłownię oddaloną o 5 min od domu, właśnie ze względów logistycznych. Na crossa musiałam dojeżdżać 20 min, a w tych godzinach i tak nie ma treningów. Kiedy Młody się nie przemieszczał jeździłam z nim w godzinach drzemki. Jeśli macie takie możliwości to dla mam dzieci do roku polecam boxy crossfitowe (w większości dzieci się mile widziane) lub specjalne zajęcia dla mam (na mojej siłowni 2x w tygodniu). W przypadku starszych dzieci zorientujcie się, czy siłownia ma opiekunkę, coraz częściej tak jest. To też dodatkowa opcja, jeśli dziecka nie ma komu zostawić.

17:00 ojciec wychodzi (tak, takie są uroki życia z trenerem, widujemy się w dziwnych godzinach), a ja mam 2h tylko dla Niko. Jemy podwieczorek, a czasem nawet kolację (czasem już nie wystarcza nam na nią czasu). Zwykle są to warzywa, jakaś świeża bułeczka, o ile ją zorganizuję, czasem jaglanka lub płatki ryżowe, w chwilach zupełnego nieogaru chrupkie pieczywo, które młody wprost uwielbia. Zwykle je z Dawidem jego obiad z cateringu, więc nie jest głodujący, kiedy wracam.

18:30 szykujemy się do snu, długa kąpiel (bywa, że i 40 min) z zabawą, ubieranie z piosenką na ustach, cyc i….

19:00 lulu 🙂 odchylenie czasowe +- 15 min

19:15 siadam do pracy – diety, nauka, blogowanie, dodatkowe zlecenia, zwykle kończę o 21:30

21:30-22:30 czas na relaks (międzyczasie, o 21-21:30 pierwsza pobudka na mleko)

22:30 wraca Dawid, mamy czas na załatwienie codziennych spraw i rozmowę

23-24 kładziemy się spać (w międzyczasie kolejna pobudka na mleko)

24-7:00 regularne pobudki na mleko ( ostatnio znów co 2-3h, wstaję raczej ja, w ogromnym kryzysie budzę Dawida)

 

Bywa, że nie mam pracy i wtedy wypoczywam na maksa wieczorami, albo wykorzystuję ten czas na dodatkowy trening w domu (choć nie ukrywam, nie lubię ćwiczyć z telewizorem).

Jakie są moje rady dla początkujących? Po pierwsze plan. Ja nauczyłam się tego studiując dziennie i pracując na etacie. Mimo tego byłam w stanie trenować 2x dziennie, 6 dni w tygodniu. Po prostu nie dopuszczałam innej opcji niż realizacja krok po kroku. Teraz jest trochę inaczej, ale nadal traktuję to jako formę relaksu i nawet jeśli mi się nie chce, to wiem, że te 2h bez dziecka (jedyne 2h w ciągu dnia) zrobią mi dobrze i wrócę szczęśliwsza.

Po drugie ułatwianie sobie życia. Szczególnie w przypadku diety. Fajnie było kombinować. Ale teraz nie ma na to szans. w poprzednim wpisie poruszyłam temat nadmiernej różnorodności. My jemy zdrowo, ale prosto, przygotowywane rzeczy są łatwe do odgrzania, połączenia z innymi dodatkami, jeśli coś zostanie. Większość można przechowywać przez jakiś czas, więc jeśli nie wyrobię się z gotowaniem to bez wyrzutów sumienia daję młodemu odmrożone pierogi. Raz nie zawsze, zawsze nie wciąż 🙂

Po trzecie dobry nastrój mamy. Jeśli będziesz wkurzona na świat wokół, zakompleksiona, sfrustrowana, to nie masz co liczyć na dobrą organizację czasu. Im gorsze nastawienie, tym bardziej wszystko się sypie. Ja wiem że dziecko potrafi doprowadzić na skraj, nie mówiąc już o jego ojcu. Dlatego tak ważne jest choćby pół godziny z ulubionym serialem, książką czy drzemka w ciągu dnia.

 

Wiem, łatwo mi mówić, mam jedno dziecko i jestem nadal na macierzyńskim. Wczuć w większą gromadę się jeszcze nie umiem, ale w sytuacji bez wyjścia, pewnie zapłaciłabym za żłobek na godziny, żeby móc odsapnąć. Przy kolejnym dziecku odświeżę ten wpis.

A za lekko ponad miesiąc, 23 marca wracam na pełny etat. Nasz dzień będzie rozpoczynał się o 6, a ja będę mieć z małym jedynie te poranne godziny i dwie ostatnie przed snem. Wierzę jednak, że nam wszystkim zrobi to dobrze 🙂 Planuję nie brać już pracy na wieczór i wszystkie obowiązki domowe przesunąć na godziny po położeniu małego. Najtrudniej będzie z trenowaniem, więc będę musiała przekonać się do machania nóżką przed TV. Trudno 🙂

Foto: Mateusz Szeliga http://mateuszszeliga.pl

10 komentarzy

  • Ona 13 lutego 2017 o 21:44

    Wracasz do pracy? Nie wyobrażam sobie widzieć się z dzieckiem tylko rano i wieczorem. Hardkor

    Odpowiedz
    • PowerCouple 14 lutego 2017 o 12:05

      Nigdy nie brałam pod uwagę innej opcji. Ciężko się kształciłam, żeby mieć pracę jaką chcę, spełniam się w niej i nie wyobrażam sobie zostawić tego na parę lat. Cieszę się, że w naszym kraju mamy możliwość przebywania na macierzyńskim aż rok, uważam że to masa czasu, a dobrym rodzicem można być także pracując. To robią nasi mężowie/partnerzy, prawda? Poza tym nie wyobrażam sobie zależności finansowej od innej osoby, a to by się stało, kiedy przestałabym pracować. Poza tym jest to także pozbawienie bezpieczeństwa finansowego mojej rodziny – mój mąż ma własną działalność, więc to ja jestem tą osobą, której pensja przychodzi zawsze w tej samej kwocie i tego samego dnia i jest “pewna”. Planujemy też kolejne dzieci, rezygnując z pracy, zrezygnowałabym też z kolejnych urlopów macierzyńskich 🙂 To są tematy tak złożone, że chyba ciężko w jakikolwiek sposób je oceniać, nie mając pełnego spojrzenia na sytuację drugiej osoby. Moje dziecko będzie miało świetną opiekę babci i taty i w żaden sposób się o nie nie martwię 🙂

      Odpowiedz
  • Ona 14 lutego 2017 o 12:13

    Mam trochę inne podejście. Moje dziecko. Moje wybory. Moja odpowiedzialność i nie podrzucilabym babci pod opiekę dziecka. Myślałaś żeby jeszcze schudnąć? Dietetyk a troszkę chyba nadwagi masz. Takie piękne ciało miałaś i tak zaniedbalo się. Powodzenia życzę.

    Odpowiedz
    • Kasia 14 lutego 2017 o 22:23

      ONA – jak można napisać coś takiego? Już pomijając fakt, że nie znasz sytuacji tej dziewczyny. Ja z samego śledzenia FB wiem, że jej wygląd nie jest efektem zaniedbania… Ale czy powiedziałabyś coś takiego komuś prosto w twarz? Dlaczego w dzisiejszych czasach internet daje prawo na bezkarne obrażanie/ocenianie/krytykowanie i sprawianie przykrości innym?
      A odnosząc się do poruszonego przez Ciebie tematu – tak jak napisałaś “Moje dziecko. Moje wybory. ” – skoro Ty możesz mieć wybór, to dlaczego próbujesz ten wybór odbierać innym?

      Odpowiedz
      • PowerCouple 15 lutego 2017 o 11:23

        Pokazując publicznie swoje “nowe” ciało, jestem gotowa na takie oceny 🙂 ale mimo wszystko bardzo miło czytać także obronę 🙂 Niestety polskie matki są wyjątkowo źle nastawione do siebie nawzajem i niewiele jest w nich empatii. Z tego powodu nie uczestniczę w forach, czy innych spędach kobiet posiadających dzieci 🙂

        Odpowiedz
    • PowerCouple 15 lutego 2017 o 11:20

      ONA – W każdym Twoim zdaniu jest ocena, czym tak bardzo Cię zirytowałam? Tym, że robię inaczej niż Ty? Czy gdybym poszła do pracy bo nie miałabym co dać dziecku do jedzenia, moje zachowanie byłoby usprawiedliwione? A może w tej sytuacji w ogóle nie powinnam mieć dzieci? Rozumiem, że wg Ciebie najlepszą opcją jest aby wszystkie kobiety, które posiadają dzieci, przynajmniej do 5 r.ż. nie pracowały? To jakiś piękny, ale bardzo wyimaginowany świat. Nie wszyscy mogą sobie na to pozwolić, nie każdy chce żyć z zasiłku albo 500+, nie każdy mąż ma zarobki, które umożliwiają utrzymanie całej rodziny na takim poziomie, jakiego potrzebują do poczucia bezpieczeństwa. Nie każdy też ma zawód, w którym po 15 latach przerwy możesz wrócić na stanowisko (obawiam się, że nikt nie ma, chyba że sprzedawcy w sklepie).
      Co do mojej wagi- naprawdę to napisałaś? Nie żebym nie była gotowa na takie teksty, ale po wcześniejszych wiadomościach wnioskuję że jesteś matką. Jak matka matce może pisać coś takiego? Człowiek człowiekowi wilkiem. Smutne. Jestem dietetykiem. Czy o mojej wiedzy świadczy ciało? Też. I to jak wyglądałam przed porodem, mając spore problemy zdrowotne dowodzi że mam tą wiedzę. Czy to, że wybrałam karmienie piersią, które zaostrza moje problemy i nie umożliwia takiego spadku wagi jaki bym oczekiwała świadczy że tej wiedzy nie mam? Nie, świadczy że dziecko jest dla mnie bardzo ważne. Moja nadwaga nie spowodowała że zgłupiałam. I tak, planuję schudnąć. Nawet nie troszeczkę, dużo. I robię wszystko co w mojej mocy, żeby tak było. Nie wstydzę się swojego wyglądu, nie jestem zaniedbana. Gdybym chciała to ukryć, nie miałabym najmniejszego problemu. Ale nie chcę, bo to nie jest powód do wstydu.
      Ja także życzę powodzenia i myślę, że nie ma sensu żebyś dłużej czytała czy obserwowała moje strony. Po co masz mieć w sobie tyle negatywnych uczuć?

      Odpowiedz
    • Monika 24 marca 2017 o 14:54

      jesteś tragicznie beznadziejna…

      Odpowiedz
      • Monika 24 marca 2017 o 14:56

        znaczy ONA jest tragicznie beznadziejna 😀 a Tobie powercopuple powiem tylko, że podziwiam 🙂 i dodam, że to wielkie szczeście mieć BABCIĘ, której “podrzuca” się dziecko 🙂 wiem co mówie, bo też mam taką 😉 powodzenia z organizacją wszystkiego 🙂 ja wracam do pracy za 4 miesiące 😉

        Odpowiedz
  • Jufi 15 lutego 2017 o 08:15

    Właśnie wróciłam do pracy na część etatu i cały nasz dotychczasowy plan się posypał. Chętnie przeczytam o organizacji Waszego dnia po powrocie do pracy 🙂

    Odpowiedz
    • PowerCouple 15 lutego 2017 o 11:24

      pewnie trochę czasu upłynie, zanim wyklaruje się nam konkretny plan, ale oczywiście napiszę 🙂

      Odpowiedz

Skomentuj