Niepowtarzalny 2017 rok!

Tego roku nie mam ochoty podsumowywać standardowo, czyli przez pryzmat osiągniętych sukcesów i poniesionych porażek. Ten rok był dla mnie wyjątkowy, ale też bardzo powolny i taki “na rozruch”. W 2016 roku panowało u nas istne szaleństwo – końcówka ciąży i studiów, obrona magistra, długi pobyt w szpitalu z młodym, planowanie wesela… ach, działo się! W tym wszystkim o dziwo przyjemność sprawiało mi “bywanie w internetach”.

W 2017, zaraz po pierwszych urodzinach Nikosia, wróciłam do pracy. Nie było łatwo pogodzić 8h na etacie z poświęceniem czasu dziecku, szczególnie tak małemu. Bywało to frustrujące, choć ogólnie uważam, że dobrze zrobiło mi wrócenie do ludzi. Wyjście z domowych pieleszy podziałało też pozytywnie na próby zajścia w ciążę i w pierwszym cyklu po powrocie nasze plany się ziściły. Znów musiałam pogodzić kilka interesów: etat, dziecko i dbanie o siebie w I trymestrze, który u mnie charakteryzuje się wielkim zmęczeniem i sennością. Na szczęście ponownie obyło się bez mdłości i innych standardowych nieprzyjemności.

Zabrakło więc spektakularnych sukcesów sportowych i zawodowych, bo większość roku przechodziłam w ciąży. O trenowaniu nie było mowy ze względu na brak czasu i sił. Na rozwój zawodowy też nie było większych chęci, wolałam ten czas poświęcić dziecku. W końcu ten ostatni raz jesteśmy tylko my, we trójkę. Już zaraz zostanie starszym bratem i cały jego świat się zmieni. Obecność w internecie też zaczęła mnie trochę uwierać. Nie od dziś moi czytelnicy wiedzą, że na ten cały udawany instagramowy świat reaguję wysypką, więc w tym roku zastosowałam technikę “im mniej wiesz, tym lepiej śpisz”. Ja dalej nie mam kaloryfera, przybyło mi rozstępów i kilogramów od poprzedniej ciąży, nie mam ochoty patrzeć na swoje dziecko przez ekran telefonu, żeby pokazać wszystko na instastories. Nie nadaję się po prostu do tego, żeby spełniać obecne “standardy” 🙂

Ten rok to też moja wielka duma, czyli #RoadToTandemBreastfeeding, czyli 9 miesięcy starań o dalsze karmienie piersią Nikosia. Obecnie jestem w 39 tygodniu ciąży, Nikodem ma prawie 21 miesięcy, a nasza droga mleczna dalej ma się świetnie. Bywało ciężko, ale przez większość czasu było po prostu świetnie. Nikodem wreszcie zaczął ze mną współpracować, okazywać przywiązanie i te chwile przy karmieniu nie miały swojej ceny. Nie oddałabym ich za nic, mimo że bywało boleśnie czy irytująco. Dalej karmimy się na żądanie, choć z wyboru Nikodema częściej w nocy. Boję się trochę, jak to ogarnę kiedy pojawi się Julek, ale wierzę, że jeśli daliśmy radę tyle czasu, to pociągniemy do samoodstawienia.

I choć znów zablokuje mi to powrót do formy, trochę uziemi w domu i pewnie spowoduje wiele nieprzespanych nocy, to nie wyobrażam sobie odmówić któremukolwiek z moich dzieci tego daru. Jak długo będą tego potrzebowały.

Czy planuję coś na kolejny rok? Zupełnie nie! To będzie znów czas dla moich synów. Jeśli w tym czasie uda mi się wrócić do sportu i sylwetki która mi odpowiada to super! Jeśli uda mi się ruszyć trochę dietetyki to też super! Jeśli będę miała ochotę prowadzić bloga czy pisać coś sensownego na fanpage to jeszcze lepiej! Ale nie napinam się. Nie muszę. Muszę być teraz dobrą matką. Mogę być taką z rozstępami i 20 kilogramami nadwagi. To naprawdę jest OK. Moje dzieci nie docenią tapety, mięśni czy modnych sukienek. Moje dzieci docenią, że mama ma czas się nimi zająć. Moje dzieci docenią dobry start, który dostają razem z mlekiem. Moje dzieci docenią dodatkowe zajęcia, fajne wakacje, dobrze zorganizowany dom. Nie mówię, że my kobiety nie powinnyśmy robić nic dla siebie. Powinnyśmy! Ale nie za wszelką cenę! Cały rok od narodzin Niko do kolejnej ciąży trenowałam, nie dało to wyglądu fit matek, fit celebrytek i innych takich, ale robiłam to dla siebie, swojej głowy. Taki mam organizm i tyle. To serio jest OK. Nie każdy chudnie w 5 dni po porodzie i nie każdemu karmienie służy. Życie.

Formę zrobię. Może zajmie mi to 3 lata, może 5. Ale zrobię to wyłączenie dla siebie, żeby czuć się w swoim ciele tak jak lubię. Czy boli mnie że to tyle potrwa? Nie. Jestem zawzięta i pracowita i osiągnę wytyczone cele. Ale na pierwszym miejscu są dla mnie moi chłopcy i nasz dom. Kiedy już oni będą potrzebować mnie mniej, wtedy i kaloryfer wróci 🙂

 

Po tych wielkich zwierzeniach, do których zmobilizowały mnie ostatnie dni ciąży, chciałabym Wam życzyć w nowym roku tylko jednego: dystansu. Dystansu do rzeczy, na które nie macie wpływu lub są zupełnie nieistotne. Dystansu także do tego, co widzicie w mediach. I radości z tego co macie w realu 🙂 uwierzcie, że to w większości wypadków zdecydowanie więcej niż to, co widzicie na tych pięknych fotkach 🙂

1 komentarz

  • Kasia 27 grudnia 2017 o 21:53

    Zuza… wszystkiego dobrego! Dzięki za ten wpis ❤

    Odpowiedz

Skomentuj