Samoakceptacja – bo każdy jest inny!

Łatwo ulec presji, szczególnie w sytuacji, kiedy na Twój sukces lub porażkę patrzy sporo osób.

Łatwo ulec, kiedy obracasz się w takim, a nie innym środowisku.

Łatwo też ulec, kiedy media narzucają pewien trend, choć niekoniecznie realny, to jednak niesamowicie pociągający.

Pamiętacie mój niedawny post o tym, że próbuję dokonać niezwykłej sztuki i zaakceptować miejsce w którym jestem?

“Postanowiłam dziś dokonać sztuki niebywałej, czyli zaakceptować swój nowy rozmiar.
Bo wiecie, ja odkąd zaszłam w ciążę, nie kupiłam ani jednego nowego ciuszka sportowego. A jakby nie patrzeć moje ciało znacznie się zmieniło. Ciągle myślałam – to bez sensu, przecież zaraz będę chuda.
Skoro minęło 9 miesięcy, a ja wciąż chuda nie jestem, to chyba czas pożegnać się ze złudzeniami. Zresztą to samo radził mi mój lekarz już jakiś czas temu. Moje hormony nie pozwolą na spektakularną metamorfozę. No chyba że będę trenować 12h tygodniowo… Ale wróć, co wtedy z dzieckiem?
Wolałam swój kaloryfer. Ale:
kaloryfer < oponka + dziecko
bilans jest prosty, wiadomo co jest ważniejsze 
Dzielę się tym z Wami ku pokrzepieniu dusz podobnych do moich. Nie każda blogerka chudnie w 2 miesiące po ciąży, choć widzę tą tendencję  i pamiętajcie #CoSeZgrubneToSeSchudne – kiedyś! ” 

 

A pamiętacie, że podobny tekst już się kiedyś pojawił? Też robił furorę, bo nie wątpię, że matek takich jak ja jest całe mnóstwo:

“Nigdy nie byłam chuda.
Nigdy nie miałam nóg po samą szyję.
I nigdy nie byłam specjalnie zachwycona swoją sylwetką.
Tak, zrobiłam co się dało i na ile pozwoliła mi genetyka.
Tak, wyglądałam super.
Byłam wyrzeźbiona, sprawna, byłam sportowcem (kiedyś nawet utytułowanym).

Ale teraz jestem matką.
I tak, jestem zdecydowanie grubsza,
Tak, nie wyglądam jak znajomi z siłki.
Czy się przejmuję? Oczywiście!
Czasem chce mi się płakać, czasem z frustracją przeszukuję szafę próbując znaleźć coś w co się mieszczę.
Na pewno będę chudsza i bardziej fit. Ale teraz karmię, skupiam się na dziecku i nie będę robić tego kosztem jego.
Mimo że prowadzę higieniczny tryb życia to wyglądam inaczej.
Kiedyś to było normalne, osoby w wieku moich rodziców mówią że wyglądam świetnie. Bo w ich czasach nikt nie myślał o odchudzaniu po porodzie. Były inne priorytety.
Nie pojmuję czemu teraz wyznacznikiem tego co normalne stał się instagram. Ok, są szczęściary które chudną w moment po porodzie. Ba, są takie które wyglądają jak modelki po 3 dzieci. Tylko że te dziewczyny zapewne tak wyglądały przed i to bez ogromnej pracy nad sobą. Nie wierzę też w sześciopaki przy wyłącznym karmieniu piersią. Sorry, ale fizjologia człowieka trochę temu zaprzecza. Jeśli znacie taką mamę, chętnie posłucham jej historii i będę mocno zazdrościć.
Nie mówię że matce wolno się zapuszczać. Nie, nie wolno.
Ja nie czuję się zapuszczona, nie siedzę z wiadrem lodów na kanapie, puszczając pod siebie bąki. I wkurza mnie jak ktoś ma taką wizję widząc moje ciało.
Moje ciało jest teraz przede wszystkim fabryką pożywienia dla mojego dziecka, reaktorem ciepła, troski, schronieniem w bólu i łzach. To jest priorytet. Chciałabym żeby świat to rozumiał i żeby to było normą. Wtedy wszystkim żyłoby się lepiej.”

To nie jest tak, że ja nie miałam świadomości, że może być ciężko. Oczywiście że miałam. Ale kiedy jesteś wysportowana, dasz o siebie, ćwiczysz w ciąży itp, to wydaje się, że to wszystko stanie się samo. A nawet jeśli nie samo, to małym nakładem sił. Te wszystkie historie pt.: “karmię i nie chudnę” są z jakiejś innej planety. Przecież to wszystko kwestia motywacji, diety, ćwiczeń. Wiecie co Wam teraz powiem: GUZIK! no guzik z pętelką. Każdy organizm, każda jednostka, to masa tak skomplikowanych procesów i reakcji, że przewidzieć nie można nic. Jeden ma tak, drugi ma siak. I to jest spoko. Bo przecież byłoby totalnie nudno, gdyby każdy miał tak samo. A tak mamy te nasze problemy pierwszego świata, możemy sobie ponarzekać na oponki, kilogramy… Koniec końców i tak każda z nas powie, że to była najpiękniejsza metamorfoza naszego życia. Nie ważne czy skończyłyśmy z +15 jak ja, czy -10 jak część moich koleżanek (tak, nie wszyscy są super szczęśliwi ze swojej chudości). Wydanie na świat innego człowieka jest dużo istotniejsze niż takie pierdoły. Co nie?

6 komentarzy

  • Emilia 4 marca 2017 o 17:34

    Looo. Super wygladasz. Jak.dla mnie zdjecie z lewej przedstawia dziewczyne, a to z prawej kobiete. I przepraszam, ale musze: cycki

    Odpowiedz
    • PowerCouple 4 marca 2017 o 18:46

      to akurat zdjęcie zrobione jakieś 3 miesiące po porodzie, teraz już jestem odrobinę bardziej w formie 🙂 a cycki to zasługa karmienia, ale pewnie jak odstawię młodego to nie zostaną takie 🙁

      Odpowiedz
      • Emilia 5 marca 2017 o 10:51

        wygladasz swietnie •♡♡♡•I brawo za post. Nie dajmy sie zwariowac. Zdrowie najwazniejsze.

        Odpowiedz
  • Emilia 4 marca 2017 o 17:37

    Aaa usunelo mi ostatnia czesc komentarza, wiec jeszcze raz: cycki

    Odpowiedz
  • Emilia 4 marca 2017 o 17:38

    i morze kolorowych serduszek ♡♡♡

    Odpowiedz
  • metamorfozy w odchudzaniu 29 maja 2017 o 16:45

    H26 Najistotniejsza w odchudzaniu jest motywacja moje drogie panie, ja kazdego dnia ogladam metamorfozy przed i po odchudzaniu i daje mi to kopa do ruszania sie, kto chce tez troche motywacji niech niech odwiedza codziennie strone; http://odchudzaniesasetka.blogspot.com

    Odpowiedz

Skomentuj